„Być wolną od dzieci nie musi oznaczać porażki.”

Nie jesteś mniej kobietą, jeśli nie możesz być matką.

Nie jesteś mniej kobietą, jeśli nie jesteś matką idealną (cokolwiek to dla Ciebie znaczy).

Nie jesteś mniej kobietą, jeśli nie jesteś już matką -przynajmniej w tym ziemskim wymiarze.

Nie jesteś mniej kobietą, jeśli nigdy nie chciałaś matką zostać.

Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w kilku ciekawych dyskusjach na temat macierzyństwa, ciąży i porodu i tego jak bardzo zostały one „skażone” przekonaniami i oczekiwaniami odnośnie tego, co „każda kobieta” powinna/ musi/ chce i kiedy. Jak bardzo te przekonania potrafią wbić nas w poczucie winy, niespełnienia, bycia wybrakowaną, gorszą. Czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo te kody działają na nas z poziomu zbiorowej podświadomości i wpływają na nas z samego tylko powodu, że jesteśmy kobietami i tym silniej, im bliżej nam do (lub dalej od) „wieku produkcyjnego”.

Często kiedy rozmawiam z kobietami, które starają się o dziecko od dłuższego czasu, padają argumenty i zdania typu „może jest już dla mnie za późno, żałuję, że tak długo czekałam, to niesprawiedliwe, dlaczego innym przychodzi to tak łatwo, mimo, że nawet nie chcą być rodzicami”. Kiedy pytam dlaczego tak naprawdę pragną potomstwa, mówią o potrzebie zostawienia czegoś po sobie, o „posiadaniu”, kogoś kto je będzie kochał bezwarunkowo i komu one będą mogły dać miłość. Czasem patrzą na mnie jak na kosmitkę, jakby nie dowierzały, ze zadałam to pytanie, przecież to normalna kolej rzeczy „każda kobieta powinna mieć dziecko”.

Ale czy naprawdę każda? Czy wszystkie odczuwamy „instynkt macierzyński”? Czy wszystkie jesteśmy zaprogramowane na bycie matkami i czerpanie z tego satysfakcji? Czy nie możemy jej czerpać z innych źródeł? Czy przed wydaniem potomstwa nasze życie naprawdę jest niepełne i nic niewarte?

Wszystkim nie-matkom i matkom nieidealnym polecam z całego serca artykuł Patrycji Pustkowiak, który ukazał się w marcu 2020 na łamach Elle. Pełen tekst znajdziesz tu: https://www.elle.pl/artykul/szczesliwa-bez-dziecka-czy-to-mozliwe-byc-wolna-od-dzieci-nie-musi-oznaczac-porazki-moze-oznaczac-wybor?fbclid=IwAR1UeN-ND2c1BsDcPZKXrPeYrr8UzPLoShbYj3Uc1_K4ckw0Y6LbLATKR9k

Dla mnie najistotniejsze są poniższe fragmenty:

>>Kiedyś to było oczywiste – jesteś kobietą, będziesz matką. Taki był porządek rzeczy, rodzaj inicjacji, którą musiała przejść każda dziewczyna, by stać się kobietą i zyskać społeczną akceptację. „Jeszcze zmienisz zdanie”, „Nie chcesz dzieci? Będziesz tego żałować” – te słowa jak klątwa unoszą się nad głowami tych, które nie decydują się na potomstwo.<<

>>Kilka lat temu naukowcy z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie przeprowadzili badania, z których wynikało, że 18 proc. bezdzietnych Polek w wieku 37–45 lat nigdy nie chciało mieć dziecka.<<

>>Tyle że ta gorąca miłość matczyna, którą sprzedaje się nam jako instynktowną od wieków, tak naprawdę ma dość krótką, sięgającą 250 lat historię. Wystarczy zerknąć do „Historii rodziny” Jeana-Louisa Flandrina lub „Historii miłości macierzyńskiej” Elisabeth Badinter, żeby dowiedzieć się, że wcześniej dzieci były masowo oddawane do płatnych mamek, a śmiertelność niemowląt wynosiła 60–70 proc. i nikt się tym za bardzo nie przejmował. Samo pojęcie instynktu macierzyńskiego ma zaledwie 100 lat. Pojawiło się na przełomie XIX i XX wieku, na fali teorii ewolucji Darwina. Naukowcy, którzy obserwowali różne gatunki zwierząt, przekonywali, że postępowanie ludzi też jest zdeterminowane przez całą masę mechanizmów biologicznych. Oliwy do ognia dolał Zygmunt Freud. Jego filozofia, która rozprzestrzeniła się w XX wieku, silnie wiązała kobietę z funkcją matki, oddając jej kluczową rolę w emocjonalnym rozwoju człowieka. Potem bastiony niezłomnej wiary w naturalny instynkt macierzyński zaczęły padać. Przypisaną mu rolę kwestionowały same kobiety. Ikona feminizmu Gloria Steinem w jednym z wywiadów powiedziała: „Jestem całkowicie szczęśliwa, nie mając dzieci. Nie każdy musi żyć w ten sam sposób. Ktoś kiedyś mądrze powiedział: »Nie każdy, kto ma macicę, musi mieć dzieci, jak nie każdy, kto ma struny głosowe, musi być śpiewakiem operowym«”.<<

>>(…) po co to wszystko? Po pierwsze, macierzyństwo kosztuje – na utrzymanie niemowlęcia potrzeba minimum kilkuset złotych miesięcznie, a urlop macierzyński często łączy się z obawą o utratę pracy. Po drugie, zostając matkami, żegnamy się z głębokim snem na kilka lat, a ze spokojem ducha być może na zawsze. Po trzecie, bywa, że dziecko zamiast pogłębić związek, doprowadza do kryzysu. Na dodatek współczesne czasy przynoszą nowe powody, dla których być może nie warto mieć potomstwa. Ostatnio szwedzcy naukowcy przekonują, że dzieci są wyjątkowo nieekologiczne – rok życia malucha powoduje taką emisję dwutlenku węgla jak codzienne jeżdżenie samochodem przez 24 lata. Dlatego decyzja o nieposiadaniu dzieci byłaby dobrym pomysłem na ocalenie planety przed przeludnieniem i katastrofą klimatyczną.<<

>>Jest też wiele takich, które żałują, że nie zostały matkami. Może nawet są wśród nich bizneswoman snujące się po luksusowych apartamentach jak w pamiętnej kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” z 2015 roku, która wzbudziła gorącą dyskusję. Ale są też kobiety, które łamią jedno z największych społecznych tabu – żałują, że zostały matkami. Przyznaje się do tego 3 proc. pań przebadanych przez naukowców na początku lat 2000. W Polsce do tej pory nie wykonano podobnych badań. O tym, że macierzyństwo może być niewdzięcznym doświadczeniem, źródłem frustracji i żalu, napisała kilka lat temu izraelska socjolożka Orna Donath w książce „Żałując macierzyństwa”, w której rozmawia z 23 żydowskimi matkami. Na Facebooku istnieje grupa „Żałuję rodzicielstwa”. Kobiety mogą tam anonimowo dzielić się swoimi doświadczeniami. Polubiło ją ponad 3500 osób, a ponad 4500 ją obserwuje. Skąd te reakcje? Psychologowie tłumaczą, że kobiety często inaczej wyobrażały sobie macierzyństwo. Zdecydowały się na dzieci pod wpływem presji społecznej, oczekiwań partnerów czy rodziny. A ich frustrację spotęgowały media, które kreują obraz matki idealnej, pokazując tym mniej radzącym sobie z macierzyństwem, że są nieudolne. A część z nich po prostu wolałaby robić zupełnie coś innego, niż bawić dzieci.<<

>>(…) rodzicielstwo przez wieki było systemowo dowartościowywane, a bezdzietność uchodziła za coś wstydliwego. Kobiety, które nie były matkami, z automatu traktowano jako niespełnione i nieszczęśliwe. Dziś ten stereotyp odchodzi w zapomnienie. Czasami słyszę teksty w stylu: „Życie bez dzieci jest puste i bezsensowne”, ale wystarczy porozmawiać z ludźmi, którzy nie mają potomstwa, by przekonać się, że to nieprawda. No to rozmawiam. Joanna Bator: – Nigdy nie czułam się bezdzietna. Raczej childfree, wolna od dzieci. Myślę, że potrzebę opiekowania się mam słabiej rozwiniętą niż przeciętnie i realizuję ją dopiero teraz, bo w końcu zatrzymałam się w swojej życiowej podróży, mam dom, a w nim zwierzęta. Nie są zamiast dzieci i nie traktuję ich jak dzieci, jak często myślą ludzie o psiarzach i kociarzach. Jestem pozbawiona konsekwentnie i bez wątpliwości potrzeby rozmnażania się, ale nie pozbawiona chęci dbania o istoty żywe. – Dodaje, że sensem jej życia jest twórczość i miłość, związek. A w takim opartym na intelekcie i duchowej więzi niekoniecznie jest potrzebne dziecko. Agata Bielik-Robson: – Nie sądzę, by kobiecie macierzyństwo było niezbędne do szczęścia. Nigdy nie miałam nic przeciw macierzyństwu, ale sama wybrałam inną drogę, daleką od „prawa naturalnego”: drogę jednostki, która chciałaby żyć w świecie wartości uniwersalnych. Ewa Wanat tłumaczy, że dzięki swojej decyzji o nieposiadaniu dziecka zawsze miała poczucie, że może robić, co chce. Jest wolna i w każdej chwili może podjąć każdą decyzję – przeprowadzić się, zmienić pracę. – Jestem odpowiedzialna tylko za siebie i swoje życie i bardzo mi to odpowiada. Nie uważam, że to jest gorzej albo lepiej. Jest po prostu tak, jak chcę.<<

Kiedy zaczynam pracę z klientką w temacie płodności, zawsze pytam o motywację i proszę o „wypracowanie” na temat „Dlaczego moje życie jest wartościowe, piękne, pełne bez dziecka?”. Dlaczego? Bo czasem warto zdać sobie sprawę i uzmysłowić co robimy z autentycznej potrzeby serca, a co żeby zaspokoić zewnętrzne oczekiwania (niekoniecznie prawdziwe). Bo kiedy tak długo stawiasz sobie za cel zajście w ciążę, zapominasz, że to dopiero początek baaaaardzo długiej i nieraz wyboistej podróży. Oczywiście ta podróż może być cudowna, to zawsze kwestia wyboru, ale właśnie, kiedy „plan” kończy się na ciąży, cała reszta dzieje się po prostu zbyt szybko, intensywnie, bez możliwości przygotowania na wszelkie ewentualności i wtedy zaczynają się zgrzyty i reklamacje. Ale najważniejsze, co zyskujesz po odpowiedzeniu sobie na to podstępne i wywrotowe pytanie, które ja nikczemna śmiałam, rzucić Ci prosto w twarz, to uzmysłowienie sobie, że Twoje życie może być cudowne dokładnie takie, jakie jest teraz, lub takie jakie mogłabyś prowadzić, gdybyś pozwoliła sobie na to wszystko, czego pragniesz, a czego odmawiasz sobie teraz, bo starasz się o dziecko. Jesteś w pełni kobietą i dobrym człowiekiem, nawet jeśli nie jesteś rodzicem i zasługujesz /wolno Ci /możesz /masz prawo sięgać po wszystko, co najlepsze.

Opublikowane przez Kwantowa Wiedźma

Uzdrawiam ludzkie dusze z blokad powstrzymujących je od realizowania ich prawdziwych pragnień. Pomagam kobietom spełniać marzenia -nie tylko o macierzyństwie. Jestem szamanką narodzin, doulą dusz, przeprowadzam je przez bramę życia i przez bramę śmierci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: